Владимир Высоцкий, В сон мне - желтые огни

 


W moim śnie - żółte ognie

I chrypnie głos mój:

- Zaczekaj, zaczekaj

- Rankiem zbierzesz myśli

…Zgodnie


Ale świtem znów nie tak

Nieśmieszne to, co ci się

Śni - hej-hop!

- Czy zapalisz na czczo

- Czy wypijesz z kacem

Za to płacę - rano!


Jeszcze raz…

Jeszcze raz…

Jeszcze raz…

To samo!…


A po knajpach - zielony

Adamaszek i białe serwetki

Raj dla błaznów - nędzarzy

Ja jestem jak w klatce ptak

No, i w cerkwi także wspak

Diakon kadzidło smaży…

W cerkwi półmrok i smród

Trzeba mi do Nieba


Wciąż nie tak…

Wciąż nie tak…

Wciąż nie tak…

Jak trzeba!...


Jeszcze raz…

Jeszcze raz…

Wciąż nie tak…

Jak trzeba!...


Tam, na górze, olcha stoi

A pod nią stoi tam wiśnia

A choćby i bluszczu splot

Będę rad i z tego!


Wciąż nie tak…

Wciąż nie tak…

Wciąż nie tak…

Wciąż jest coś innego!


Jeszcze raz…, no co ty

Jeszcze raz…, no co ty

Jeszcze raz…

Wciąż jest coś innego!


A ja znowu w pole

Płynę rzeką w dół!

Jasność - ciemność

Nie ma Boga!

A w szczerym polu

Chabry…

Daleka to droga!


W dole rzeki

- Gęsty las

Z Babami-Jagami

A na końcu drogi tej

Zbójcy z siekierami!


Jeszcze raz…

Jeszcze raz…

Jeszcze raz…

Zbójcy z siekierami!


Gdzieś tam konie idą

W takt, choć je szlak

Wciąż wiedzie kręty

- Ani w cerkwi

- Ani w knajpie

Nikt już nie jest święty!


(Tłumaczenie utworu В сон мне - желтые огни © Andrzej Schymalla)

Komentarze