PARADA ZWYCIĘSTWA '1946

 

8 czerwca 1946 roku w Londynie maszerowały oddziały Aliantów, którzy po 6. latach wojny, nazwanej przez historyków i polityków II Wojną Światową, pokonali państwa Osi - Niemcy, Włochy i Japonię. W londyńskiej Paradzie Zwycięstwa wzięli udział żołnierze UK, USA, Belgii, Brazylii, Czechosłowacji, Danii, Egiptu, Etiopii, Francji, Grecji, Holandii, Iraku, Iranu, Luksemburga, Meksyku, Nepalu, Norwegii…

Na defiladę, odbieraną przez króla Jerzego VI Windsora, nie zaproszono Polaków - w obawie przed reakcją Kremla (!).


W drugiej fazie Wojny Światowej, po stronie Aliantów, w Polskich Siłach Zbrojnych na Zachodzie walczyło ponad 200 tysięcy żołnierzy, którzy stanowili 5. siłę antynazistowskiej koalicji (po USA, Związku Sowieckim, UK i Chinach).


Jedyną polską formacją zaproszoną na tę specyficzną Paradę Zwycięstwa byli piloci Dywizjonu 303 im. Tadeusza Kościuszki, wsławionego w bitwie o Anglię (1940). Polscy piloci odmówili udziału w marszu w szeregach RAF. Tym samym, żaden z polskich oddziałów nie brał udziału w honorowym i symbolicznym zakończeniu wojny.


Z równie specyficzną oracją wystąpił w Izbie Gmin, były już wówczas premier rządu Wielkiej Brytanii Winston Churchill. Jako lider opozycji wyraził żal z powodu pominięcia zasług Polaków w pokonaniu wspólnego wroga. Najwyraźniej zapomniał o swojej rozmowie z ostatnim hetmanem wojsk polskich, generałem Władysławem Andersem, któremu oświadczył, że po bitwach pod Tobrukiem, Arnhem i zdobyciu Monte Cassino - nie potrzebuje już polskich dywizji…


Z dzisiejszej perspektywy, lekceważący ton relacji ówczesnego rządu Wielkiej Brytanii premiera Clementa Richarda Attlee (1945-1951) - procedowanych na niskim szczeblu dyplomatycznym przez wiceministra spraw zagranicznych Hectora McNeila - ze środowiskiem polskich weteranów wojennych i polską Emigracją, był adekwatny do postępowania rządu Arthura Neville'a Chamberlaina (1937-1940) w 1939 roku, kiedy to Alianci, łamiąc oficjalne i tajne porozumienia, pozostawili Polskę w szczerym polu wobec zaplanowanej, skoordynowanej agresji nazistowskich Niemiec i komunistycznych sowietów. Właśnie tyle były i nadal są warte deklaracje tzw. obrońców demokracji, w istocie pustosłowie rozmaitych blagierów, darmozjadów i tchórzy.


Andrzej Schymalla

Komentarze